ninaque

Kamil Nicieja

Blog ninaque został przeniesiony pod inny adres. Poniżej, Drodzy Czytelnicy, możecie znaleźć archiwum wpisów, które napisałem podczas blogowania na Joggerze. Nowe wpisy pojawiają się jednak tylko na blogu zalinkowanym powyżej. Enjoy.

{web}

odosketch

2 komentarze

Od pewnego czasu trzymam w moim Google Readerze feed BestWebGallery – po części z ciekawości, co tam ładnego wymodzili zagraniczni designerzy, by w razie projektowania nowej strony mieć z czego czerpać inspirację, a po części dlatego, że moderatorom co jakiś czas zdarza się dodać do galerii jakiś ciekawy startrup lub portfolio, czy blog osoby, której do tej pory nie znałem, a która na pierwszy rzut oka wydaje się być interesująca.

...

Dobra, macie mnie – kłamałem. Powyższe zdania to ściema. Do tej pory tylko dwa razy coś umieszczonego na BestWebGallery zainteresowało mnie na tyle, by się tam zarejestrować lub wrzucić RSS do czytnika. Ot, od czasu do czasu podglądam tam fajne pomysły. Tyle. Ale coś musiałem napisać. Musiałem – gdyż w przeciwnym wypadku notka nie miałaby wstępu. Bo co jak co, drodzy Czytelnicy, ale wstęp we wpisie być musi. Gdyby nie było, musiałbym zrezygnować z regularnego, kilku akapitowego zawodzenia na rzecz merytorycznego i zwięzłego przejścia do rzeczy lub, co gorsza, pisania na temat. A ja nie mogę sobie na to pozwolić – jako bloger, rozumiecie. Ten anonimowy i nierzetelny.

Okej, skoro wstęp mamy za sobą, możemy wreszcie powrócić do tematu wpisu.

Hm, gdzie stanąłem?... A, tak. Było o Google Readerze i BestWebGallery. Czyli – jeśli dobrze liczę – nadszedł czas, by napisać o tym, jak podczas porannego czytania RSSów natrafiłem w feedzie wspomnianej galerii na informację o odosketch.

Odoco?

Śpieszę z wyjaśnieniami – otóż odosketch jest naprawdę fajnym webappem służącym do rysowania. W największym skrócie jego działanie można odpisać tak: rejestrujemy się, logujemy, klikamy na "Create a sketch" i... tyle. Dostajemy do dyspozycji kartkę papieru i kilka pędzli o podstawowych kolorach, a to, co narysujemy, zależy jedynie od naszej wyobraźni. I umiejętności.

Genialnie proste – a zarazem genialnie fajne.

Choć sam nie potrafię malować (choć uwierzcie mi, kiedyś potrafiłem i szło mi całkiem nieźle... jak na pięciolatka, oczywiście), spędziłem przy Odosketch dobrych kilkanaście minut i świetnie się bawiłem, próbując naszkicować myszką coś, co nie przypominałoby koślawej karykatury rysunków, jakie robią dzieci w przedszkolu. W międzyczasie oglądałem prace innych i co chwila mruczałem pod nosem "cholera, to wygląda naprawdę świetnie". Potem zachwyt przerodził się w dosadne "dlaczego ja tak nie potrafię?". Cóż, co poradzić – nie każdy ma Talent, taki z dużej litery. Co prawda, ja mam, ale się nim nie chwalę. Głupio mi robić przykrość innym.

Zaskakujący wydaje się fakt, że chociaż Odosketch istnieje od 2005 roku, to do tej pory nie słyszałem o nim ani słowa. Wystarczy jednak chwilę poguglać, by okazało się, że po przestawieniu na wyszukiwanie tylko w języku polskim Wielkie Gie zwraca aż trzy wyniki dotyczące tego hasła i by cała zagadka natychmiast się rozwiązała. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, wygląda na to, że nadszedł czas, kiedy chęć tworzenia w narodzie zanikła, zastąpiona skłonnością do uzewnętrzniania się w krótkich wiadomościach, które mogą mieć maksymalnie 140...

Ups, przekroczyłem limit znaków. Sorry.

PS.: nieśmiało testuję na blogu reklamy AdTaily. Uno, nie bardzo pasują do designu ninauqe i muszę coś z tym zrobić. Dos, nie mam zielonego pojęcia, jak je ładnie ostylować. Tres, jeżeli macie złotówkę i chcielibyście się u mnie zareklamować, to proszę bardzo, wystarczy kliknąć na link "Zostań sponsorem", a Wasza grafika rozdziewiczy ninaque. Cena zostanie na tym poziomie na wieki (czyt. do odwidzenia).


{web}

Apel co do feedów RSS

35 komentarzy

Oto i on:

Blogerzy, cholera jasna, udostępniajcie czytelnikom pełne wpisy w feedach RSS! Pełne – nie skróty! Nie wiem, skąd u niektórych wzięła się niesamowicie irytująca maniera serwowania jedynie dwóch pierwszych zdań tekstu, by resztę zastąpić pięcioma znakami, na których widok momentalnie pogarsza mi się humor – "[...]".

Czy może inaczej – wiem. Ale nie rozumiem.

Zrozumcie, drodzy blogerzy, że w ten sposób tracicie czytelników. Osobiście wywalam z czytnika wszystkie feedy publikujące wpisy w skróconej formie. Kilka ciekawych, nowych blogów, jakie znalazłem w zakamarkach Sieci, już w ten sposób poleciało; trochę mi ich szkoda, ale płakać nie będę. Po prostu nie mogę znieść, kiedy zabrania mi się czytania notek w Google Readerze, a zamiast tego zmusza do przejścia na stronę bloga. Podejrzewam, że są osoby, które mają podobnie.

Wiem, drodzy blogerzy, że dbacie o traffic, statystyki, reklamy i takie tam. Wiem, że niektórzy z Was głęboko gdzieś mają sposób serwowania swoich RSSów. Weźcie jednak pod uwagę, że są wśród nas, czytelników, ludzie, dla których czytanie feedów to część rytuału – zaraz po śniadaniu, porannej kąpieli i myciu zębów. I że ci ludzie nie lubią, kiedy coś – lub ktoś – niekonformistycznie odstaje od normy. Nienawidzą, kiedy miast po bożemu mieć wszystko w jednej karcie przeglądarki, muszą skakać po pięciu różnych stronach, by zobaczyć, co im dzisiaj autor chciał przekazać.

Nikt nie chce być przecież traktowany jak jakiś cholerny świerszcz.

Kto jest ze mną?!!??!?!?